Przedmowa
Kiedy w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku pierwsza ustawa o zamówieniach publicznych wchodziła w życie, świat był zupełnie inny. Powstający wówczas rynek zamówień publicznych oglądany z dzisiejszej perspektywy kierował się kilkoma czytelnymi regułami, a działania zamawiających i oferentów (tak określano wówczas obecnych wykonawców) były proste i przewidywalne. Stosunkowo niewielka była też jego wartość. Ale pomimo tego, już wówczas pojawiać się zaczęły symptomy walki konkurencyjnej przedsiębiorców ubiegających się o zamówienia. Zamawiający natomiast rozpoczęli intensywne poszukiwania sposobów najbardziej efektywnego przygotowywania i przeprowadzania postępowań oraz narzędzi, które by temu sprzyjały. W odpowiedzi na to powstawały programy informatyczne, które po wprowadzeniu odpowiednich danych generować miały najważniejsze dokumenty przetargowe, przede wszystkim specyfikację istotnych warunków zamówienia. Nota bene jeden z takich programów, dobrze przyjmowany wówczas przez rynek, stworzył Autor tej książki. W sumie jednak próby te nie były zbyt udane, a powstającym w tym trybie dokumentom przetargowym daleko było do doskonałości. Ale, tak czy inaczej, był to pierwszy krok we właściwym kierunku – poszukiwania narzędzi technicznych, ułatwiających i usprawniających prowadzenie postępowań o zamówienie publiczne. Czyli, mówiąc z pewną przesadą, krok w stronę dzisiejszej sztucznej inteligencji.
Choć to „coś”, co John McCarthy w roku 1956 (tak, tak, sześćdziesiąt lat temu!) określił jako „sztuczną inteligencję” ma już swoje lata, tak naprawdę światową karierę rozpoczęło stosunkowo niedawno. Dzisiaj można powiedzieć, że rozwija się ona jak burza, wzbudzając przy tym wiele kontrowersji oraz, często skrajnych, emocji. Jedni uważają, że sztuczna inteligencja to klucz do świetlanej przyszłości naszej cywilizacji, inni, że doprowadzi do jej upadku. Ale póki co i jedni, i drudzy chętnie korzystają z wszelkich możliwości oraz dobrodziejstw, które ze sobą niesie. Najważniejsze jednak jest jedno – narastająca świadomość, że nie jest to swego rodzaju „kamień filozoficzny” dwudziestego pierwszego wieku, ale coraz doskonalsze narzędzie, które człowiek stworzył i nad którym może i powinien panować. Czy rzeczywiście tak się stanie, jaki los czeka naszą cywilizację pod rządami sztucznej inteligencji zobaczymy, bo przecież wszystko dzieje się i dziać się będzie na naszych oczach.
Oczywiście sztuczna inteligencja nie powstała i nie „budowała się” na zamówieniach publicznych, chociaż ktoś kiedyś zażartował, że to wielka szkoda, bowiem powstałaby szansa na prawdziwą racjonalizację „tego całego bałaganu”. Ale mówiąc poważnie – sztuczna inteligencja troszkę nieśmiało, lecz konsekwentnie do zamówień publicznych wkracza. I bardzo dobrze, bo jest to nie tylko ucieleśnienie marzeń twórców pierwszych „zamówieniowych” programów informatycznych z lat dziewięćdziesiątych, ale narzędzie, które ma szczególne pole do popisu w zamówieniach właśnie. Kto w to wątpi lub zamierza tę tezę podważać, niech uważnie przeczyta książkę, którą trzyma w ręku (dla czytelników wersji cyfrowej – którą ma przed oczami).
„AI w zamówieniach publicznych” to książka wyjątkowa i niezwykła. Nie tylko dlatego, że po raz pierwszy w sposób przystępny przedstawia złożoną problematykę sztucznej inteligencji w aspekcie zamówień publicznych, ale dlatego, że jest dosłownie „dla wszystkich”. Ze zrozumieniem przeczyta ją kompletny laik, który nie bardzo umie poruszać się w cyfrowym świecie i sztuczną inteligencję zna tylko ze słyszenia, a z uznaniem doświadczony wędrowiec po elektronicznym świecie, korzystający z możliwości tworzonych przez AI. Niewątpliwie natomiast, niezależnie od posiadanej wiedzy fachowej, ze szczególną satysfakcją przeczyta ją każdy człowiek „od zamówień publicznych”, pracujący zarówno po stronie zamawiającego, jak i wykonawcy, a także doradzający im podczas postępowań przetargowych. Dlaczego? Dlatego, że każdy z nich znajdzie tam coś dla siebie, coś, co wypełni lukę w wiedzy, pozwoli znaleźć poszukiwaną wcześniej informację, wyprostuje ścieżki, które wcześniej wydawały się mocno pokręcone.
Ale ta książka to nie tylko kompendium wiedzy o sztucznej inteligencji w aspekcie zamówień publicznych. To także, a może przede wszystkim, praktyczny poradnik, a może raczej przewodnik pokazujący krok po kroku, jak z tej wiedzy w praktyce korzystać. Autor ma przy tym świadomość, iż ogromne możliwości tworzone przez AI stanowią wielką szansę dla usprawnienia i zracjonalizowania procesów zakupowych, dla rzeczywistego podporządkowania zamówieniowego rynku podstawowym zasadom, na których został zbudowany. Nie jest jednak w stosunku do tego bezkrytyczny. W odróżnieniu od wielu publikacji dotyczących AI Autor ma do niej swoisty dystans. Obok ewidentnych korzyści w sposób niezmiernie wyważony i uczciwy pokazuje zagrożenia i przed nimi przestrzega. Wielokrotnie wskazuje, że sztuczna inteligencja przy jej ogromnym potencjale technologicznym jest tylko narzędziem, nie potrafi krytycznie oceniać kontekstu generowanych odpowiedzi, a zatem nie powinniśmy jej bezkrytycznie ufać.
Trudno się z tym nie zgodzić. Ale równocześnie trudno nie wskazać, że jedyną drogą do eliminacji lub choćby zmniejszenia wiążących się z tym zagrożeń jest wiedza, pozwalająca na świadome, rozsądne posługiwanie się narzędziami oferowanymi już dzisiaj przez AI. Dzisiaj. A co będzie jutro? Oto jest pytanie. Ale, tak czy inaczej, książka Michała Rogalskiego tę wiedzę dostarcza i tym samym otwiera nowe okno w świecie zamówień publicznych, a także – może troszkę nieśmiało – stawia krok w stronę przyszłości. Wprawdzie bałbym się zaryzykować tezę, że sztuczna inteligencja to przyszłość zamówień publicznych, ale jest raczej pewne, że bez narzędzi, które udostępnia, zamówienia publiczne się nie obejdą. Uczmy się więc posługiwać nimi, korzystać z nich, pamiętając przy tym, że to AI służy nam, a nie my jej, że finalnie to człowiek podejmuje decyzje i ponosi za nie pełną odpowiedzialność.
Na koniec – przeczytałem tę książkę z dużą uwagą i dużo się z niej nauczyłem. Dzięki temu mogłem uporządkować dotychczasową, niestety raczej powierzchowną wiedzę o sztucznej inteligencji w zamówieniach publicznych, a także zważyć i docenić jej praktyczne aspekty, które w książce dominują. Czy dostrzegłem w niej jakieś słabe strony? I owszem, ale nie będę o nich pisał, bowiem wobec jej ewidentnych walorów nie mają żadnego znaczenia. Uważam, że Autor odważnie zmierzył się z niezmiernie trudnym zadaniem. I bez wątpienia wyszedł z tego obronną ręką. Polecam!
Tomasz Czajkowski
Redaktor Naczelny
miesięcznika „Zamówienia Publiczne Doradca”
